poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział XXXVI "List"





Witajcie Kochani!
Czas na kolejny rozdział. Choć blogspot ma chyba inne zdanie na ten temat, bo spłatał mi figla i nie opublikował rozdziału wczoraj. Dopiero przed chwilą zauważyłam, że rozdział się nie pojawił na blogu. Przepraszam Was za to kapryśne "stworzenie". Jak widać złośliwość nie leży wyłącznie w naturze człowieka;)
Dziękuję tym nielicznym, którzy cały czas są ze mną i wspierają mnie dobrym słowem. Jesteście motorem napędowym tej historii. Za ewentualne błędy przepraszam. 
Zachęcam do dzielenia się swoimi przemyśleniami po lekturze i dokarmiania wiecznie głodnej Waszych wrażeń weny;)
Ściskam Was mocno!
Wasza V.



Rozdział XXXVI „List”

- Czyli Pansy odważyła się na to, czego ja bałam się zrobić przez cały nasz związek – powiedziała, gdy Harry skończył swoją opowieść, a widząc niedowierzające spojrzenie mężczyzny uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami.
- Myślałem, że rozumiałaś…
- Bo tak było – zapewniła, ważąc każde kolejne słowo, by przyjaciel dobrze ją zrozumiał. -  Długo zajęło mi dojście do tego, że nie masz skłonności masochistycznych – zażartowała, a widząc jego karcące spojrzenie, dodała – Wiem, że to coś więcej i że to silniejsze od ciebie, Harry. Wiem – zapewniła. – Jednak musisz zrozumieć, że większość ludzi w miłości jest egoistami. Gdy kogoś kochasz, to liczy się tylko on. Zawsze, gdy odchodziłeś przeklinałam cały świat i modliłam się żebyś do mnie wrócił – wyrzuciła z siebie pod wpływem emocji, a widząc przeszywające spojrzenie Harry’ego, spuściła głowę na kubek z kawą i dodała nieco zmieszana. - Dlatego rozumiem Pansy…
- To dlatego nie wróciłaś do mnie? – Zapytał po długiej chwili milczenia.
Podniosła zaskoczona głowę, nie będąc pewną, do czego zmierza mężczyzna.
- Nie, nie dlatego – odparła w końcu, mając nadzieję, że Harry nie będzie dociekać.
- Wobec tego dlaczego? Też czułaś, że nie jesteś dla mnie najważniejsza? – Drążył z uporem, a widząc zmieszanie na jej twarzy, przysunął się bliżej i ujął jej dłoń. – Proszę cię Ginny, pozwól mi zrozumieć, bo mam wrażenie, że tracę grunt pod stopami. Co robię źle?
Desperacja i brak zrozumienia były wręcz namacalne w głosie i postawie Harry’ego. On nie udawał. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego Pansy posunęła się tak daleko. Czuł się bezradny i zagubiony. Domyślała się, dlaczego to ją wybrał na powiernika swoich problemów. Nie czuła się komfortowo w tej roli, bo nie mogła być z nim do końca szczera. 
- Jesteś dla siebie zbyt surowy, Harry. Nie robisz nic złego. To… – zaczęła, szukając jakiegoś dyplomatycznego rozwiązania, lecz Potter nie pozwolił jej mydlić sobie oczu. Był zdeterminowany, by otrzymać to, po co przyszedł do niej poprzedniego wieczora.
- Więc dlaczego nie dałaś mi drugiej szansy? – Zapytał, patrząc na nią z napięciem i żalem, choć tego drugiego nie była pewna.
- Chciałam, tylko… - urwała, doskonale wiedząc, że Harry zapędził ją w ślepą uliczkę.
- Skoro chciałaś, to dlaczego nie przyszłaś na spotkanie? Czekałem na ciebie cały dzień. Przekupiłem nawet właściciela, żeby poczekał z zamknięciem – wyznał z goryczą.
- Spóźniłam się… - wyznała cicho, spuszczając głowę i przymykając powieki.
Stało się. Powiedziała to. Wyznała ostatni sekret, który powstrzymywał ją przed całkowitym zamknięciem przeszłości. Nie wiedziała, czy postępuje słusznie. Nie potrafiła jednak patrzeć na Harry’ego w tym stanie. Nie chciała, żeby obwiniał się przez całe życie za przeszłość. Chciała, żeby odnalazł szczęście i spokój. Wiedziała, że tylko w ten sposób każde z nich będzie mogło ruszyć do przodu.
Ociągała się, by spojrzeć na mężczyznę. Bała się jego reakcji i tego, że może mylnie zinterpretować jej słowa. Długo zajęło jej, nim odważyła podnieść głowę. Mina Harry’ego mówiła sama przez się. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
- Nie rozumiem…
- Spóźniłam się – powtórzyła, wzruszając bezradnie ramionami. -  Następnego dnia szukałam cię w ministerstwie i mieszkaniu, ale powiedziano mi, że pojechałeś na szkolenie. Chciałam napisać, ale ostatecznie postanowiłam poczekać aż wrócisz. Czekałam w parku naprzeciwko Grimmauld Place. Widziałam jak się aportujesz i…. – urwała, gdy obrazy wspomnień i emocji zalały jej umysł. Zaskoczyło ją, że wszystko w dalszym ciągu jest tak żywe. Zupełnie jakby miało miejsce zaledwie kilka dni temu.
- Iii? – Ponaglił ją, wyrywając z dziwnego letargu, w jakim się zatraciła.
- Byłeś wtedy z Pansy – wyjaśniła z delikatnym uśmiechem, pilnując by jej głos zabrzmiał neutralnie.
- Myślałem, że chciałaś, żebym zniknął z twojego życia, że nie potrafisz mi wybaczyć wyboru, którego dokonałem, że mnie nienawidzisz…
- Nigdy nie czułam do ciebie nienawiści, Harry. Byłam wściekła, nie potrafiłam poradzić sobie ze stratą, a potem długo cię obwiniałam, lecz nigdy nie chciałam żebyś zniknął z mojego życia – wyznała, czując jak zrzuca z siebie ogromny ciężar.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? – Zapytał zbity z tropu i widocznie przytłoczony natłokiem informacji.
- Bo nie chciałam burzyć twojego spokoju i szczęścia – odparła szczerze, wzruszając bezradnie ramionami.
- Nie wyobrażasz sobie, ile szczęścia dałabyś mi, gdybyś zburzyła ten spokój – wyznał, patrząc na nią z nieprzeniknioną miną.
Wstrzymała oddech, słysząc jego nabrzmiały od emocji głos. Spuściła głowę, nie mogąc wytrzymać jego spojrzenia i dopiero teraz zorientowała się, że Harry wciąż trzyma jej dłoń. Nie spodziewała się, że jej wyznanie, może skierować ich rozmowę na niebezpieczne tory. Spodziewała się bardziej żalu i gniewu ze strony mężczyzny, niż jakiś cieplejszych uczuć. Już dawno pogodziła się z myślą, że jego miłość do niej znikła. Początkowo ciężko było jej zaakceptować ten fakt, ale z czasem oswoiła się z myślą, że historia ich miłości dobiegła końca.
- Ale zraniłabym innych – odparła, zbierając wszystkie siły i zmuszając się do nikłego uśmiechu.
- Sama powiedziałaś, że gdy kogoś kochasz, cała reszta przestaje się liczyć – zaoponował, rozbrajając ją jej własną bronią.
- To przeszłość, Harry… Nie ma, co rozdrapywać starych ran – odparła wymijająco, wysuwając swoją dłoń z jego ciepłych palców i uśmiechnęła się delikatnie chcąc złagodzić swój ruch. – Poza tym nie byłabym w stanie dać ci takiego szczęścia, jak Pansy. Będziesz ojcem – skierowała rozmowę na bezpieczne tory, mając nadzieję, że to go otrzeźwi.
W odpowiedzi mężczyzna pokiwał powoli głową. Przez chwilę przyglądał się jej z napięciem, jakby kalkulował następny ruch. Znała tą minę. Często widywała ją, gdy mężczyzna siedział nad aktami do późnych godzin nocnych. Zwykle ten widok ją rozczulał lub denerwował. Dzisiaj jednak zdecydowanie nie podobała jej się mina mężczyzny.
- A czy ty jesteś szczęśliwa? – Zapytał, zbijając ją z tropu.
- Nie rób tego, Harry – powiedziała stanowczo. – Cokolwiek dzieje się teraz w twojej głowie, odpuść – poprosiła, zaglądając prosto w szmaragdowe tęczówki.
- Ginny…     
- Powinieneś już iść, Harry – powiedziała, łagodnym tonem. – Pansy na pewno umiera ze strachu i poczucia winy. Jestem pewna, że gdy emocje opadną, będziecie w stanie na spokojnie raz jeszcze wrócić do tego tematu. Postaraj się tylko ją zrozumieć. Ona przede wszystkim chce, żebyś żył i wspólnie z nią wychował wasze dziecko. Przypomnij sobie, jak bardzo tobie brakowało rodziców. Chyba nie chciałbyś zgotować swojej córce lub synowi podobnego losu – dodała, mając nadzieję, że Harry odpuści i podejmie słuszną decyzję.
Brunet uśmiechnął się gorzko i wstał z kanapy. Ginny poszła za jego przykładem i odprowadziła go do drzwi. Skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i w milczeniu obserwowała, jak mężczyzna zakłada kurtkę. Przez chwilę przyglądał się jej, jakby toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Wstrzymała oddech, gdy nachylił się nad nią, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Odetchnęła z ulgą, gdy jego usta musnęły jej policzek. Zamknęła oczy, starając uspokoić szybkie bicie serca i irracjonalne podszepty podświadomości.
- Dziękuję – powiedział szczerze, a ona uśmiechnęła się niepewnie, oddychając z ulgą.
Skinęła głową, a Harry ruszył do wyjścia. Nim jednak opuścił jej mieszkanie, odwrócił się i rzucił jej niepewne spojrzenie.
– Naprawdę żałuję, że nie zburzyłaś tego spokoju – wyznał z nutą nostalgii w głosie, a następnie, nie czekając na jej reakcję, odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Wypuściła głośno powietrze i przyłożyła dłoń do czoła. Czuła się skołowana. Przeniosła rozbiegane spojrzenie na drzwi, za którymi zniknął Harry i zesztywniała, słysząc pukanie. Odwróciła się z zamiarem zignorowania gościa i powrotu na miękką kanapę, lecz pukanie powtórzyło się. Skarciła się w myślach i z zaciętą miną podeszła do drzwi, otwierając je z rozmachem.
- Cześć Skarbie – przywitał ją wesoły głos Blaise’a, który musnął jej usta i wszedł do środka. – Minąłem się z Potterem. Był jakiś nieswój – powiedział, zdejmując płaszcz i zerknął na bladą kobietę. – Coś się stało? Pobladłaś, dobrze się czujesz? – Zapytał z troską, przyglądając się jej uważnie.
- Nic. Wszystko ok – zapewniła, starając się wyglądać przekonywująco.
- Potter czymś cię zmartwił? – Drążył, zaglądając jej prosto w oczy.
- Nie – zaprzeczyła i uśmiechnęła się z pobłażaniem. -  Blaise, naprawdę wszystko ok. Po prostu jestem trochę zmęczona. Ostatnio żyliśmy w ciągłym napięciu i teraz wszystko ze mnie schodzi…
- W takim razie zrobię ci relaksujący masaż – odparł polubownie, łapiąc jej dłoń i ciągnąc do salonu.
Uległa, posłusznie drepcząc za mężczyzną i wzdychając z rozbawieniem, które nie trwało długo. Blaise na widok bałaganu, jaki zastał w salonie stanął, jakby ktoś go spetryfikował. Ściągnął brwi i obrzucił pochmurnym spojrzeniem posłaną kanapę, na której nocował Harry.
- Potter tu spał? – Zapytał, pozornie spokojnym głosem i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
Nie widząc sensu w kłamaniu, skinęła głową. Blaise wziął głęboki oddech i zacisnął usta w wąską linię.
- Spał na kanapie, nie ze mną – uściśliła, widząc reakcję mężczyzny.
- To rzeczywiście pokrzepiające, biorąc pod uwagę fakt, że ma własne łóżko i narzeczoną, która chyba nie ma pojęcia, że jej facet woli kanapę u swojej byłej niż wygodne łóżko we WŁASNEJ sypialni – zauważył, cedząc każde słowo.
- Pokłócili się i…
- I on od razu pomyślał o tobie? – Wszedł jej w słowo, trafiając w sedno. – Nie uważasz, że to dziwne, że po kłótni z Pansy od razu pomyślał o tobie?
- Blaise, przestań – przerwała mu, zdezorientowana jego wybuchem. – Nie rozmawiaj ze mną w ten sposób. Harry jest… przede wszystkim jest moim przyjacielem. Chciał porozmawiać. A przyszedł do mnie właśnie z tego powodu, że kiedyś byliśmy razem i tylko ja mogę zrozumieć Pansy – wyjaśniła ze stoickim spokojem, zacinając się tylko raz, z czego była dumna. – Nie traktuj mnie tak, jakbym zrobiła coś złego – dodała, patrząc na niego z wyrzutem.
Blaise w milczeniu analizował jej słowa. Wyglądał na zmieszanego swoim zachowaniem. Wziął głęboki oddech i przyciągnął ją do siebie, zanurzając twarz w jej rozczochranych włosach.
- Przepraszam – powiedział ze skruchą, a ona odetchnęła z ulgą i odwzajemniła jego uścisk.
- Nie rozmawiajmy już o Harrym i Pansy. Nie mam na to ani siły ani ochoty – powiedziała, opierając brodę na jego barku.
- W porządku – odparł po dłuższej chwili milczenia i Ginny wiedziała, że przystaje na to niechętnie.
Uśmiechnęła się delikatnie i musnęła jego szyję.
- Wiem, co robisz – burknął, a ona uśmiechnęła się szerzej i tym razem musnęła linię jego żuchwy.
- To manipulacja – zauważył z nutą rozbawienia w głosie.
- Myhym – zamruczała ponownie go całując i jednocześnie zsuwając jego marynarkę na podłogę. – Działa? – Zapytała niewinnym tonem, wsuwając dłonie, pod jego koszulę.
- Wciąż jestem zły – zaznaczył na powrót naburmuszonym tonem, którego nie powstydziłby się pięciolatek i poruszył się niespokojnie, gdy kobieta przesunęła dłońmi po jego torsie.
- Hmmm… w takim razie to może ja powinnam zrobić masaż tobie? – Zasugerowała z prowokującym spojrzeniem i dla odmiany rozwiązała swój szlafrok, odsłaniając czarną, koronkową koszulkę nocną.
Blaise starał się pozostać niewzruszonym, lecz jego spojrzenie zdradzało jego prawdziwe emocje.
- Skoro nie….- zaczęła z teatralnym zawodem, z powrotem zakładając szlafrok i urwała, gdy silne ramiona, objęły ją w zaborczym geście.
- Mam nadzieję, że nie paradowałaś tak przed Potterem? – Wyburczał, a ona przewróciła oczami, darując sobie kąśliwą uwagę, która formułowała się na końcu jej języka.


***

Kochanie,
Już od jakiegoś czasu zbieram się na odwagę, by powiedzieć Ci o czymś. Wiele razy próbowałem wyrzucić z siebie prawdę. Jednak za każdym razem słowa nie chciały przejść mi przez gardło. Cała odwaga ulatywała, gdy docierało do mnie, że gdy wypowiem to na głos, stanie się bardziej rzeczywiste. Dlatego zdecydowałem się na list. Wybacz mi moje tchórzostwo. Inaczej nie potrafię. Przepraszam.
Jestem chory. I wszystko wskazuje na to, że mimo walki, jaką podjąłem, nie wyzdrowieję. Choć dopóki jest cień szansy, nie poddam się. Długo mierzyłem się z tym sam, bo tak było łatwiej. Nie chciałem Cię martwić i być źródłem Twoich trosk. Poddałem się eksperymentalnej terapii, która była moją jedyną nadzieją na ratunek. Przez ponad rok okłamywałem Cię, że wyjeżdżam na zgrupowania, podczas gdy naprawdę przebywałem w klinice. Cierpliwie znosiłem ból, bo wiedziałem, że po wszystkim będę mógł znów Cię zobaczyć.
Wiem, że postąpiłem egoistycznie prosząc Cię o rękę. Obiecywałem Ci szczęście wiedząc, że jestem ciężko chory. Jednak nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele sił dawała mi Twoja obecność. Byłaś powodem, dla którego każdego dnia walczyłem i znosiłem potworny ból. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że wtedy wierzyłem, że wyzdrowieję i będę w stanie zrealizować daną Ci przysięgę. Wciąż w to wierzę, choć prognozy magomedyków nie są tak optymistyczne.
Wybacz, że nie powiedziałem Ci tego wcześniej. Nie chciałem Cię martwić. Nie chciałem widzieć w Twoich oczach strachu i współczucia. Myślałem, że poddam się kuracji, wyzdrowieję i zrekompensuję Ci miesiące rozłąki. Chciałem być Twoim oparciem i siłą, a nie słabością. Chciałem, żebyś była ze mną z własnej woli, a nie z litości. Wiedz jednak, że przez cały ten czas byłaś moją nadzieją, której tak desperacko potrzebowałem, Hermiono. Miłość do Ciebie była moją siłą w walce z chorobą.
Wiem, że nie mam prawa, ale proszę byś przyjechała. Pozwól mi zobaczyć Twoją twarz. Jeśli mam umrzeć, to jest to moje ostatnie życzenie. Na odwrocie znajdziesz adres kliniki, do której wyjeżdżam za dwa tygodnie na trzymiesięczną terapię. Do tego czasu zatrzymam się u rodziców. Będę czekał.
Na koniec, gdybym nie zdążył, chcę Ci powiedzieć, że kocham Cię, Hermiono Granger. Pokochałem Cię już w chwili naszego pierwszego spotkania w Hogwarcie. Już wtedy wiedziałem, że jesteś moim przeznaczeniem. Wiedz, że walczyłem i walczę do końca, by dotrzymać danej Ci obietnicy. Jeśli tylko będę mógł wrócę i będę walczył o nas. Tak długo, jak żyję, moje serce należy do Ciebie.
Kocham Cię,
Wiktor.

Przez długi czas po przeczytaniu listu wpatrywała się tępo w nakreślone czarnym tuszem litery. Jej intuicja nie zawiodła. Przeczuwała, że treść listu kryje złe informacje, lecz nigdy nie przypuszczała, że Wiktor jest nieuleczalnie chory. Sama myśl o tym, wypalała w jej sercu dziurę, która pulsowała otępiającym bólem. Nie rozumiała, jak udawało mu się to wszystko ukrywać przez tyle miesięcy. Jak ona mogła nie zauważyć, że dzieje się z nim coś złego. Desperacko szukała we wspomnieniach, jakichś objawów, lecz Wiktor nigdy nie skarżył się na nic poza zmęczeniem. Myślała wówczas, że to wynik intensywnych treningów i ciągłych podróży. Nie mogła uwierzyć, że była ślepa na cierpienia bliskiej osoby. Nie potrafiła wesprzeć Wiktora w trudnych chwilach. Miała świadomość, że swoim zachowaniem sprawiła mu mnóstwo bólu. Na koniec jeszcze zostawiła go, gdy ten najbardziej jej potrzebował.
Zamknęła oczy, z których wypłynęły gorące łzy. Nie mogła uwierzyć, że mężczyzna miałby umrzeć. Nie chciała w to wierzyć. W końcu żyli w świecie magii. Musiał istnieć sposób, by uratować jego życie. Żałowała, że Wiktor o niczym jej nie powiedział. Zaangażowałaby się w jego leczenie. Miała dostęp do wielu unikalnych składników i eliksirów oraz posiadała zaplecze, by móc eksperymentować. Nie byłby to pierwszy raz, gdy współpracowała z magomedykami nad jakimś lekarstwem. Gdyby tylko wiedziała, nie odpuściłaby dopóki nie stworzyłaby tego leku. Wyrzucała też sobie, że przez swoją nieuwagę nie było jej przy Wiktorze, gdy ten najbardziej jej potrzebował. Ostatnio również potraktowała go okropnie. A on mimo wszystko chciał być przy niej w trudnych chwilach. Ona jednak go odtrąciła. Wiedziała, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Przytuliła list do klatki piersiowej i zaniosła się płaczem, którego nie była w stanie dłużej powstrzymać.

- Hermiono…  - Wiktor zwrócił się do niej ze sceny.
Spojrzała na niego zaskoczona i spięła się widząc reakcję pozostałych gości. Wszyscy przyglądali się jej z zaciekawieniem, a ona czuła się coraz mniej komfortowo pod obstrzałem tych wszystkich ciekawskich spojrzeń i mało dyskretnych szeptów. Nie lubiła być w centrum uwagi. Takie sytuacje zarówno ją peszyły, jak i denerwowały. Starając się to ignorować, dzielnie podniosła głowę, skupiając swoją uwagę na mężczyźnie.
- Jesteś źródłem mego szczęścia - powiedział z nutą czułości, czym ponownie zwrócił na siebie uwagę publiczności. - Pozwól, abym i ja był źródłem twojego – dodał, a ona wstrzymała oddech, gdy dotarło do niej, do czego zmierza Wiktor. - Wyjdź za mnie…
Te trzy z pozoru proste słowa zburzyły jej spokój i opanowanie. Czuła się tak, jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie petryfikujące i wrzucił do wody. Z każdą minutą zbliżała się do dna i nawet nie próbowała się ratować. Nikt też nie zrobił nic, by jej pomóc. W głowie kobiety zapaliła się tylko jedna myśl – ucieczka. Jednak nim ją zrealizowała, poczuła ciepłą dłoń na policzku, która przywróciła jej zdolność oddychania. Nawet nie zauważyła, gdy Wiktor zszedł ze sceny i znalazł się naprzeciwko niej.
Spojrzała na niego z rezerwą i uderzyła w nią pewność oraz głębokie uczucie, z jakim Wiktor na nią patrzył. On w przeciwieństwie do niej nie miał wątpliwości. Nie posiadał ich, ponieważ ją kochał. Ona natomiast już dawno pogubiła się w swoich uczuciach. Nie była pewna, czy droga, którą proponował jej mężczyzna jest właściwa. Miała też świadomość, że jeśli się zgodzi, przekreśli ostatecznie to, co mogłoby być między nią a Draconem. Coś, z czym walczyła odkąd dotarło do niej, że nic dla niego nie znaczy. Czy wobec tego powinna odmawiać sobie nadziei na szczęście? Zależało jej na Wiktorze lecz go nie kochała. Wiedziała jednak, że takie uczucie wymaga czasu. Czasu, którego Wiktor dał jej zbyt mało. Czuła się tak, jakby stała na bezdrożu. Zaledwie jedno słowo miało zdecydować o jej przyszłości, a ona po raz kolejny w swoim życiu, nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić.
- Obiecuję, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa, Hermiono – wyszeptał, uśmiechając się delikatnie i pogładził jej policzek. – Tylko wyjdź za mnie, proszę – dodał i nie przerywając kontaktu wzrokowego przyklęknął i wyciągnął wylicytowany przed chwilą pierścień wykuty przez gobliny.
Hermiona nawet na niego nie spojrzała. Nie spuszczała wzroku z twarzy mężczyzny, na której, mimo upływu czasu, wciąż tkwił czuły uśmiech i niezachwiana pewność. Mimo sprzecznych uczuć, uwierzyła mu. Wiedziała, że Wiktor dotrzyma słowa. Zawsze wywiązywał się z obietnic. Swoją cierpliwością, miłością i spokojem, oswoił jej lęk i wprowadził do jej życia swego rodzaju harmonię. Początkowy strach ulotnił się. Kochała go jak przyjaciela i nie wyobrażała sobie, że może go stracić. Nie była jednak pewna, czy będzie w stanie pokochać go tak, jak on ją. Wiktor znał jej uczucia. A mimo to poprosił ją o rękę, ryzykując odmowę na oczach wszystkich gości Ministerstwa. Ryzykował, bo wierzył w nich. Nie podobało jej się, że postawił ją w takiej sytuacji. Nie wiedziała, co nim kierowało. W tym momencie nie chciała jednak analizować kierujących mężczyzną motywów. Była już zmęczona ciągłą niepewnością i sztormami, jakie fundował jej los. Przy Wiktorze po raz pierwszy od długiego czasu poznała, czym jest spokój i bezpieczeństwo. Nie chciała tracić ani tego, ani mężczyzny. Dlatego bez słowa pokiwała głową, wywołując eksplozję radości zarówno na twarzy Wiktora, jak i publiczności, jaką mieli.
Dziś już wiedziała, że tajemnicza siła, która skłoniła ją do wyjścia za Wiktora, była strachem. Tak bardzo bała się, że mężczyzna zniknie z jej życia, burząc harmonię, że wolała tworzyć iluzję, w którą co gorsza sama uwierzyła, niż stawić czoła przeciwnościom i spróbować zbudować prawdziwe szczęście. Wówczas zarówno Harry, jak i Ron byli szczęśliwi. Ona także chciała doświadczyć tego stanu. Czy to było złe? Nie. Dziś jednak wiedziała, że było to tchórzliwe, egoistyczne i z góry skazane na porażkę.
Zamknęła oczy i otarła dłońmi twarz z łez. Musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i kłamstwa. Nie mogła budować szczęścia z Draconem na zgliszczach iluzji i marzeń Wiktora. Musiała też zachować się, jak przyjaciółka. Wiedziała też, że nie podda się tak łatwo. Będzie walczyć z czasem i szukać rozwiązania dopóki serce Wiktora bije. Z tą myślą zsunęła się z łóżka i na zdrętwiałych nogach podeszła do szafy, z której wyciągnęła małą torbę podróżną. Mechanicznie pakowała najpotrzebniejsze rzeczy, starając się jednocześnie uspokoić i poukładać rozbiegane myśli. Zastanawiała się, co zastanie po przyjeździe do Bułgarii. Nie wiedziała, co przyniesie jej los. W tej chwili pewne było tylko to, że musi jechać do Wiktora i spróbować mu pomóc. Miała też nadzieję, że Draco to zrozumie i nie będzie jej zatrzymywał.

***

Z prędkością światła pokonywała szpitalne korytarze gnana echem wypowiedzianych przez pracownika laboratorium słów. „Testy przebiegły pozytywnie. Nie wykryto błędów. Czekamy na jeszcze jedną ekspertyzę, dyrektorze. Jeśli odpowiedź będzie pozytywna, nie ma przeciwskazań do podania leku pacjentce”. Te kilka zdań zburzyło jej spokój i zmusiło do podjęcia drastycznych kroków. Nie mogła pozwolić, by Narcyza odzyskała świadomość. Musiała działać i to szybko.
Przekraczając próg swojego gabinetu odetchnęła z ulgą. Zamknęła drzwi i skierowała swoje kroki prosto do biurka. Rzuciła przeciwzaklęcie i w miejscu gdzie znajdowała się dębowa deska pojawiła się głęboka szuflada. Przyłożyła dłoń, by potwierdzić kod DNA i po chwili usłyszała cichy mechanizm zamka, a następnie szuflada wysunęła się bezszelestnie. Wyjęła z niej czarną szkatułkę i przez chwilę przyglądała się jej w napięciu, wahając czy nie ma innej drogi. Musnęła zatrzask i niespiesznie uchyliła wieko. W środku znajdował się arsenał fiolek o najróżniejszym zastosowaniu. Od razu zlokalizowała tę, której szukała. Wyjęła miniaturową fiolkę i przyjrzała się bezbarwnej cieczy coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że postępuje właściwie.
Nie mogła pozwolić, by wybudzili Narcyzę z letargu. A skoro nie zostawili jej wyboru, to będzie musiała się jej pozbyć. W głowie już układała idealny plan. Wystarczyło dodać kilka kropel trucizny do serum szlamy, by upiec dwie pieczenie na jednym rożnie. W tym celu musiała tylko zbliżyć się do koordynatora. Jeden Imperius dzielił ją od zrealizowania celu. Wiedziała, że jeszcze w ciągu tej samej doby będzie musiała pozbyć się tego człowieka. Nie mogła ryzykować, że w czasie przesłuchania odkryją, że działał pod wpływem zaklęcia. Wtedy trop bardzo szybko doprowadziłby ich do niej. Na to nie mogła pozwolić. Musiała odnaleźć Evę i na własne oczy przekonać się, że krążące wokół plotki są prawdziwe. Nie chciała uwierzyć, że jej Pani nie żyje. To było niemożliwe. Tym bardziej, że wciąż ją wyczuwała przez runę, którą kapłanka własnoręcznie wypaliła na jej skórze. Wiedziała, że nie spocznie dopóki istnieje cień szansy, że jej siostra żyje. Jeśli jednak plotki się potwierdzą, oznaczać to będzie, że jest ostatnią kapłanką. W tym wypadku przyjmie pozostawione dziedzictwo i ukaże każdego, kto przyczynił się do śmierci jej mentorki. Z tą myślą wyjęła kolejną fiolkę, wywołującą atak serca, i schowała obydwie ampułki do kieszeni kitla. Następnie zamknęła szkatułkę i ukryła ją na dnie szuflady, którą również zabezpieczyła.
Oparła się wygodnie i odchyliła głowę przymykając powieki. Wzięła głęboki oddech, starając się oczyścić umysł. Wiedziała, że będzie potrzebować wsparcia. Wiedziała także, na kogo padnie wybór. Oliwer Wood był tak jak ona zdeterminowany wywrócić cały świat do góry nogami, by odszukać Evę. Miała świadomość, że wyciągnięcie go z pilnie strzeżonego więzienia, gdzie czekał na proces, będzie trudne. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy dotarło do niej, jak zareagowałaby na to Najwyższa Kapłanka. Eva kochała wyzwania i nie przebierała w środkach, by osiągnąć cel. Ona musiała postępować dokładnie tak samo, jak jej pani. Cel uświęcał środki.
Z tą myślą wstała i wygładziła kitel, zamierzając rozpocząć realizację planu.
- Dzisiejszy tydzień zapowiada się pracowicie – westchnęła prawie w tym samym czasie, gdy do jej gabinetu wpadła pielęgniarka, wzywając do nagłego przypadku.

***

Salon pogrążony był w półmroku. Jedyne światło pochodziło z kominka. Płomienie rzucały chybotliwe cienie na wnętrze pomieszczenia. Przez chwilę zatrzymała się na szczycie schodów i przyjrzała zgarbionej sylwetce mężczyzny. Z całej jego postawy biło napięcie i jakaś ponura aura. Wydawał się nieobecny, pogrążony we własnych myślach, oddalony lata świetlne od miejsca, w którym był. Wiedziała też, kto był powodem jego stanu. Pokręciła ze smutkiem głową i zeszła ze schodów. Słysząc jej kroki, wyprostował się i przeniósł wzrok z płomieni na jej twarz. Wiedziała, że szuka jakichkolwiek strzępów emocji, by przygotować się na każdy scenariusz. Podeszła do niego i bez słowa usiadła na kolanach. Przez chwilę w milczeniu skanowała jego twarz, a następnie podała mu list od Wiktora. Draco wyglądał na zaskoczonego, lecz nie skomentował jej zachowania. Po prostu przygarnął ją do siebie i przytulił, gładząc delikatnie jej ramię. Nie wiedziała, jak długo trwali tak przytuleni. Chłonęła ciepło, zapach i bliskość mężczyzny, walcząc z przerażającym chłodem, jaki zagnieździł się w jej wnętrzu, gdy poznała prawdę o stanie Wiktora. Jedynym, co do niej docierało był trzask ognia w kominku i szelest pergaminu, gdy Draco w końcu rozwinął list, by zapoznać się z jego treścią. Trwali tak w milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach, bijące się z miliardem pytań i niepewne jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji. W końcu to mężczyzna przerwał panującą między nimi ciszę.
- Pojedziesz do niego…
Nie było to pytanie, a raczej stwierdzenie. Mimo tego, postanowiła odpowiedzieć. Odsunęła się delikatnie i spojrzała na jego nieprzeniknioną twarz. Zmusiła się do nikłego uśmiechu i skinęła głową. Draco zacisnął zęby, lecz nawet nie próbował z nią polemizować. Znał ją i celnie przewidział jej reakcję. Położyła dłoń na jego policzku i poczekała aż ponownie na nią spojrzy.
- Wiktor jest poważnie chory. Potrzebuje mnie. Nie mogę pozwolić, żeby myślał, że go porzuciłam. Jeśli moja obecność ma mu pomóc, to chcę tam być. Chcę spróbować naprawić wszystko i posprzątać bałagan, jaki zrobiłam. Poza tym może będę mogła pomóc uzdrowicielom…
- Pojadę z tobą – oznajmił stanowczym tonem, a ona uśmiechnęła się z mieszaniną czułości i smutku, po czym pokręciła głową.
- Nie, Draco. Zostaniesz tutaj i zadbasz o siebie i swoją mamę – zaoponowała łagodnym tonem, przeczesując jego włosy. – Nim się obejrzysz wrócę z powrotem – oznajmiła, a widząc jego nieustępliwą minę i przeczuwając, co za chwilę nastąpi, dodała – Muszę to zrobić sama, Draco. Zarówno dla siebie, jak i dla Wiktora. Chciałabym zrobić więcej, dużo więcej, bo i on zasługuje na więcej niż jestem w stanie mu dać. Jedyne, o co mnie poprosił, to moja obecność. Tylko tyle…
Spojrzała prosto w jego szare tęczówki. Widziała, jak bije się z własnymi myślami. Miała świadomość, że jemu też nie jest łatwo. Poza tym obydwoje byli przyzwyczajeni do tego, że zazwyczaj stawiali na swoim. Od teraz musieli nauczyć się wypracowywać kompromisy.
- W piątek razem będziemy przy Narcyzie, obiecuję – powiedziała, wiedząc że tym ostatecznie złamie jego opór.
Nie myliła się. Draco westchnął ciężko i zetknął ze sobą ich czoła. Wówczas miała już pewność, że zrozumiał.
- Wiem, że musisz jechać – wyznał, co jak wiedziała przychodziło mu z trudem. – Po prostu boję się, że coś się stanie. Możesz nazwać mnie paranoikiem, ale mam dziwne przeczucie – dodał, marszcząc czoło, a ona uśmiechnęła się delikatnie i ujęła twarz mężczyzny w dłonie.
- To naturalne, Draco. Wiele przeszliśmy i jeszcze nie oswoiliśmy się z przeszłością. Obiecuję ci jednak, że to minie. Poradzimy sobie z tym. To tylko kolejny sztorm, po którym będziemy jeszcze silniejsi – powiedziała łagodnym aczkolwiek stanowczym tonem.
- Obyś miała rację – westchnął z wciąż ponurą miną.
- Mam – odparła dumnie, mając na celu poprawić mu humor.
- Doprawdy? – Zapytał sceptycznie, unosząc lewą brew i patrząc na nią z pobłażaniem.
- Oczywiście. Zawsze mam rację – potwierdziła z teatralną godnością, a Draco parsknął śmiechem.
Uśmiechnęła się, widząc że osiągnęła cel i mężczyzna rozluźnia się.
- Lubię cię takiego – powiedziała, gdy ponownie na nią spojrzał.
- Jakiego? – Zapytał, nie kryjąc ciekawości.
- Rozluźnionego, naturalnego i bez masek – odparła, wzruszając ramionami.
Draco wyglądał zarówno na zaskoczonego, jak i lekko skonfundowanego jej słowami, co tylko ją rozczuliło. Zupełnie jakby rozbroiła go jego własną bronią.
- Przy tobie zawsze jestem sobą – westchnął i odgarnął z jej czoła zbłąkany kosmyk.
W odpowiedzi uśmiechnęła się przez łzy. Wiedziała, że sytuacja, w jakiej się znaleźli jest jej winą. Gdyby nie była takim egoistycznym tchórzem teraz żadne z nich nie musiałoby przez to przechodzić. Nie chciała ranić ani Dracona, ani Wiktora. Wiedziała też, że w tym przypadku nie ma jednego słusznego rozwiązania. Cokolwiek by nie zrobiła, ktoś będzie cierpiał. Blondyn spojrzał na nią z czułością, gdy walczyła, by się nie rozpłakać i zmusił się do delikatnego uśmiechu.
- Chodź tu – powiedział i ponownie przygarnął ją do siebie, przytulając mocno. - Nie obwiniaj się – powiedział cicho, głaszcząc uspokajająco jej plecy i całując w skroń. – Nie mogłaś wiedzieć, skoro ukrywał to przed wszystkimi.
- Powinnam zauważyć, że coś jest nie tak. Zamiast tego robiłam mu ciągłe wyrzuty, że praktycznie się nie widujemy – zaoponowała z goryczą.
- Spójrz na mnie – poprosił, a ona z ociąganiem spełniła jego prośbę. – Nie ponosisz odpowiedzialności za to, co przydarzyło się Krumowi. Nie dał Ci szansy wspierać go w chorobie…
- Draco…
- Wysłuchaj mnie – poprosił i dopiero, gdy skinęła ugodowo głową, kontynuował. – Spełniłaś rolę, w jakiej obsadził cię Wiktor. Spójrz na to z innej strony. Być może wtedy zrozumiesz, co nim kierowało – powiedział, a gdy ujrzał jej pełną niezrozumienia minę, dodał - Dzięki niewiedzy byłaś jego normalnością, do której wracał po tygodniach terapii. Nie patrzyłaś na niego jak na śmiertelnie chorego człowieka, lecz jak na mężczyznę, z którym…chciałaś założyć rodzinę. Myślę, że ta normalność dawała mu siłę i karmiła nadzieję, że jeśli wyzdrowieje, to ta normalność przestanie być tylko marzeniem i iluzją, a stanie się rzeczywistością – wyjaśnił, choć Hermiona zauważyła, że nie było mu łatwo bronić rywala.
Przyjrzała się uważnie mężczyźnie i w milczeniu analizowała jego słowa. To, co mówił było sensowne i pasowało do opisu charakteru Wiktora. Była skłonna uwierzyć w słowa blondyna, choć w tym momencie nic nie było w stanie uciszyć wyrzutów sumienia, które bombardowały jej umysł.
- Sprawiłaś, że czas choroby nie był wyłącznie okresem cierpienia, niepewności i strachu. Wniosłaś do niego miłość, radość i obietnicę lepszego jutra. Życie… – powiedział z nutą nostalgii.
- Mówisz to z taką pewnością, jakbyś sam to czuł – zauważyła nieśmiało i przygryzła wargę, niepewna reakcji blondyna.
- Bo czuję. Odkąd wdarłaś się do mojego życia, wszystko się zmieniło - powiedział z powagą po długiej chwili milczenia, a ona rzuciła mu zaintrygowane spojrzenie. – Jesteś moim światłem, Hermiono. Nie wiem, jak to robisz, ale przypomniałaś mi o istnieniu czegoś, co według mnie było martwe od lat – dodał z tajemniczym półuśmiechem. - O tym – wyjaśnił widząc zagubienie w jej oczach i ujął jej dłoń, przykładając ją do swojego serca.
- Zrobiłeś się bardzo romantyczny – zauważyła przekornie, chcąc rozładować trochę onieśmielającą atmosferę.
- Z twojego powodu – odparł celnie, patrząc na nią z mieszaniną wyrzutu i czułości.
- Dziękuję – powiedziała szczerze, a widząc zaskoczenie w szarych tęczówkach, dodała – Że jesteś. Bez ciebie nie przetrwałabym niewoli u Evy…
- … Wtedy byś się do niej nie dostała – dopowiedział sceptycznie blondyn, za co skarciła go spojrzeniem.
- Gdybyś się nie pojawił, dalej żyłabym w iluzji i strachu – zaoponowała stanowczo. – Mimo że chciałam odejść, że zwróciłam ci wolność, zostałeś i nie pozwoliłeś mi odejść – dodała wciąż nie rozumiejąc, jak mogło do tego dojść i jak bardzo obydwoje skomplikowali sobie życie na własne życzenie.
- Ponoć prawdziwą miłość poznaje się po tym, że zostaje i nie pozwala ci odejść, mimo że ty zwracasz jej wolność – odparł, cytując jej własne słowa, które bardzo dawno temu ona powiedziała jemu.
Zafascynowana wstrzymała oddech, przyglądając się twarzy Dracona. Czasami, w chwilach takich jak ta, czuła się tak jakby poznawała go na nowo. Było w tym coś intrygującego i przyciągającego. Położyła dłoń na jego policzku i uśmiechnęła się delikatnie, sunąc opuszkami palców po jego skórze.
- Jeśli to, co pan mówi, panie Malfoy, jest prawdą, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest pan moją prawdziwą miłością – powiedziała z czułością, patrząc prosto w ukochane, szare tęczówki.
- Proszę się do tego przyzwyczajać, bo mam zamiar być jedyną i ostatnią prawdziwą miłością w pani życiu, panno Granger – odparł z charakterystyczną dla niego pewnością i uśmiechnął się nonszalancko.
- Jakoś przywyknę – westchnęła z przekorą, a Draco zmrużył niebezpiecznie oczy.
 Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić pocałował ją, na co odpowiedziała z podobnym zaangażowaniem. Nim jednak na dobre zatracili się w sobie, dobiegł ich dzwonek do drzwi. Zaśmiała się, gdy mężczyzna przeklął natarczywego gościa i mimo próśb, aby zignorowali ponaglające pukanie, zsunęła się z jego kolan i odprowadzona naburmuszonym spojrzeniem, ruszyła w stronę drzwi.
Otworzyła je i uśmiechnęła się przez łzy, gdy ujrzała gości.
- Niespodzianka – powiedziała Ginny, również walcząc ze wzruszeniem i przywołała na twarz szeroki uśmiech. – Mamy nadzieję, że nie przeszkadzamy?
- Mamy krówki od pani Weasley – dodała Pansy bledsza niż zwykle, lecz równie wzruszona i na pokaz pomachała jej przed nosem pudełkiem, z którego wydobywał się słodki aromat.
- I wino – dodała rudowłosa, na co Hermiona parsknęła śmiechem.
- Tęskniłam za wami – powiedziała, zdławionym głosem, poddając się jednocześnie bezcelowej walce ze łzami.
Chwilę później została zamknięta w silnym uścisku kobiet.
-  W takim razie ja się ewakuuję do mniej płaczliwego miejsca – oznajmił Draco ze swoim ironicznym firmowym uśmiechem.
- I dobrze zrobisz, Malfoy - oznajmiła Ginny, obrzucając go aprobującym spojrzeniem.
- Najlepiej zorganizuj sobie całą noc – poparła przyjaciółkę Pansy.
W odpowiedzi Draco jedynie pokiwał głową z pobłażaniem i ignorując obydwie kobiety, wycisnął na ustach Hermiony czuły pocałunek.
- Wrócimy do naszej rozmowy i popracujemy nad wzmocnieniem, panno Granger – powiedział z dwuznacznym spojrzeniem.
- W takim razie proszę nie dać mi długo czekać, panie Malfoy – odparła z pobłażliwym uśmiechem.
W odpowiedzi Draco ostatni raz musnął jej usta i ruszył w stronę wyjścia po drodze zabierając kurtkę.
- Miłej zabawy, drogie panie – ukłonił się nonszalancko i z łobuzerskim uśmiechem puścił im perskie oko.
Hermiona z rozbawieniem obserwowała szok na twarzy przyjaciółek, które w milczeniu odprowadziły Malfoya do wyjścia, a potem przeniosły ciekawski wzrok na nią. W odpowiedzi uśmiechnęła się i wzruszyła bezradnie ramionami.
- To w końcu Malfoy – powiedziała, jakby to przesądzało sprawę, a obydwie kobiety z tym samym tępym wyrazem twarzy pokiwały głową, przyznając jej rację.

5 komentarzy:

  1. "To w końcu Malfoy" - idealne zakończenie.
    Zastanawia mnie Harry, skoro żałował, iż z Ginny nie udało mu się stworzyć związku, to czy on w ogóle kocha Pansy? Bo jej na nim zależy, chociaż stara się trzymać pozory silnej i niezależnej kobiety. No i pan Potter będzie ojcem, to duża zmiana w jego życiu.
    Ahh...Draco i Hermiona, uwielbiam to ich słodkie uczucie, tacy idealnie dopasowani.
    Biedny Wiktor, nigdy za nim nie przepadałam (co widać, bo uśmierciłam go chyba w 3 rozdziale mojego opowiadania), ale szkoda mężczyzny. No i Granger, bo patrząc na jej postać, będzie mieć wyrzuty sumienia. Nie mówiąc już, że nie wiadomo, co zrobić w takiej sytuacji. Kocha Malfoy'a, jest z nim szczęśliwa, do Kruma nie czuła za wiele, ale docenia go jako człowieka.
    Ciekawie, ciekawie.
    No i nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, że chwilę temu marudziłam o nowy rozdział a tu już jest. :D
    Zapraszam do mnie, może i moje opowiadanie przypadnie Ci do gustu.
    Powodzenia kochana!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowy rozdział, to i skomentować trzeba :)

    Zawsze wypowiadam się na temat poszczególnych scen chronologicznie, tak jak występują w opowiadaniu, jednak tym razem muszę odstąpić od tej tradycji.
    Prawdziwie zaskoczył mnie wątek Wiktora. Zapewne Twoim zamiarem było to, by po wiadomości o jego chorobie czytelnik zmienił o nim zdanie, aczkolwiek ja mam wobec niego wciąż mieszane uczucia. Owszem, naprawdę smutne jest, że zachorował, i wiem też, że w miłości człowiek postępuje samolubnie. Ale nie wyobrażam sobie, jak w tamtym momencie musiała czuć się Hermiona. Ze świadomością, że porzuciła Wiktora dla Draco, że teraz odczuwa obowiązek, by się z Krumem zobaczyć, by być przy nim, skoro ja o to prosi. Mimo że ta wiadomość o chorobie jakoś złagodziła postać Wiktora, wciąż odczuwam do niego pewnego rodzaju niechęć. Ale sam pomysł świetny, niespodziewany :)

    Urzekła mnie scena Harrego z Ginny. Może dlatego mnie urzekła, że sama miałam bardzo podobną sytuację, nie wiem. Ale wiem, jak czasem chciałoby się zmienić przeszłość, a nie można. I teraźniejszość już jest poukładana. Do końca miałam wrażenie, że mimo wszystko gdzieś tam przewinie sie pocałunek Harrego i Ginny (chociaż nie jestem ich fanką), i z jednej strony cieszę się, że tego nie zrobiłaś, a z drugiej nie. Cieszę się, bo mimo wszystko Harry wciąż jest z Pansy i to byłaby zdrada wobec niej.

    Podsumowując, za nami kolejny fantastyczny rozdział, za co dziękuję! :) co do maila, nic nie szkodzi. Być może moja poczta nawaliła, sama nie wiem, co się mogło wydarzyć. Nie ma już co o tym mysleć. :)
    Życzę Ci wszystkiego dobrego i więcej tak dobrych pomysłów!
    Trzymaj się ciepło,

    Bully Bill

    OdpowiedzUsuń
  3. jeeeeju ile się tu podziało! Harry i jego słowa kolejny raz mnie zaskoczyły... ten list od Kruma jest dla mnie podejrzany! czy na pewno napisał go on a nie ktoś inny aby zwabić Hermionę? może wymyślam i wyolbrzymiam, ale mam jakieś takie złe przeczucia jak Draco :D czekam na dalszy rozwój akcji!

    pozdrawiam, Anna :*

    OdpowiedzUsuń
  4. tylko nie zabieraj Pansy Harrego oni są taką dobraną parą. Wiedziałam, że Dracio i Hermiona nie będą jeszcze mogli w spokoju cieszyć się sobą. Zapomniałabym rozdział super i czekam na kolejny

    eva

    OdpowiedzUsuń
  5. Droga Villemo,

    Muszę uczciwie przyznać, że rozmowa Harry’ego z Ginny totalnie mnie rozłożyła. Spędziłam sporo czasu zastanawiając się czy Harry żałuje, czy cały czas żałował, że Ginny wtedy nie pojawiła się… W zasadzie nadal nie wiem, co myśleć, podczas rozmowy wiele razy powtarzał, że wolałby żeby zburzyła jego spokój. W takim razie, gdzie w tym wszystkim jest Pansy? Była zastępstwem? Odskocznią? We wcześniejszych rozdziałach wydawało mi się, ze stworzyli naprawdę zgrany duet, że naprawdę szczerze się pokochali… A tutaj naprawdę zaczęłam się zastanawiać… Czy jeżeli dwoje ludzi było w sobie zakochanych, to ich uczucie tak po prostu zniknęło, czy w takiej sytuacji można pokochać inną osobę? Kwestia uczuć Ginny wydaje się dość prosta, musiała zaakceptować, że w życiu swojego ukochanego pojawił się kto inny, musiała poradzić sobie ze wszystkimi uczuciami i ułożyć życie bez niego. Jednak sprawa Harry’ego ma się nieco bardziej skomplikowanie. Wychodzi na to, że Pansy była pocieszeniem, tym przysłowiowym klinem i czyżby teraz tego żałował. Cholera, uwielbiam takie zagmatwane, pełne wątpliwości i niewiadomych sytuacje. Dziewczyno zbudowałaś ich relacje w najbardziej niesamowity sposób. Ukochani, których rozdzielił złośliwy los, a gdy zbierają się na odwagę, by szczerze porozmawiać, okazuje się, że zabrnęli za daleko i droga powrotna wydaje się już niemożliwa. Harry ma swoją „rodzinę”, Ginny ma Blaise’a. Właśnie Blaise Zabini – niesamowicie podobała mi się jego reakcja, gdy odkrył, że Harry nocował u Ginny. Pocieszające, że nawet ktoś tak pewny siebie, jak Blaise, zmaga się z takimi przyziemnymi sprawami jak zazdrość, (chociaż nie była ona pozbawiona logiki). Scena ich godzenia się wyszła Ci niesamowicie. Autentycznie, humorystycznie i tak, sama nie wiem, mimo wszystko niewinnie.

    Kolejna kwestia, tytułowy list… O rany, nawet nie wiem jak zacząć… Czułam, że zaskoczysz nas czymś niesamowitym, ale w życiu bym nie pomyślała, że wymyślisz coś takiego! Spodziewałam się po Wiktorze wielu zagrań, nawet brałam pod uwagę kilka nieczystych. A tu takie zaskoczenie, miałam go za nudnego zazdrośnika, a tymczasem biedak walczył o każdą minutę życia, uczepiając się w tej walce miłości, która dodawała mu siły. Swoją drogą to naprawdę dziwne, jak czasami zmieniamy o kimś zdanie, gdy dowiemy się, co nieco o jego życiu. Jest to też smutne, że tak szybko i łatwo wydałam swój osąd, ciesząc się, że ustąpił miejsca mojemu faworytowi, podczas, gdy za jego działaniami stała tylko chęć miłości, akceptacji, pomocy i chęci życia. Hermiona i Draco mają cały czas pod górkę, jednak wierzę, że gdy już pokonają wszystkie przeciwności losu, będą mogli w końcu posmakować szczęścia ze wspólnego życia. Hermiona jest bardzo honorowa, także doskonale rozumiem, że chce odwiedzić i pomóc człowiekowi, który był ważna częścią jej życia. Jednak jestem także pewna, że mimo wszystko wróci do Draco.

    I dochodzimy do kolejnego wątku – Narcyza i tajemnicza osoba (chociaż chyba niestety wszyscy domyślamy się, kto to taki). Ciekawi mnie bardzo, jaka w tym wszystkim jest rola Narcyzy. Zwłaszcza, że wychodzi na to, że jej stan odrętwienia i letargu był od dawna i bardzo starannie podtrzymywany. Ucieszyła mnie też informacja odnośnie Oliwera. Od czasu pamiętnego wypadku w jaskini ślad po nim zaginął, pozostawiają wiele pytań odnośnie jego udziału w tej całej akcji. Czy był zaskoczony? Czy stoczył zażartą walkę z Potterem? Czy też był zdeterminowany ocalić Evę, czy też to co z prawdziwej Evy zostało, za wszelką cenę, nawet kosztem ich bycia razem i jej wolności? Może zdał sobie sprawę, że ona naprawdę ma zamiar spalić cały świat?

    Zdaje sobie sprawę, że ciągle to podkreślam, ale realizm, autentyczność i lekkość pisania są Twoimi największymi atutami. Twoja historia jest skomplikowana, pełna napięcia, zwrotów akcji, ogromu przeróżnych uczuć i emocji. Poruszasz tyle wątków, które zdają się jakoś razem uzupełniać. Masz całkowitą kontrolę nad swoim dziełem, zostawiając swoim czytelnikom niedosyt i wszystko to, czego człowiek szuka w dobrej lekturze.

    Pozdrawiam gorąco,
    Nika

    OdpowiedzUsuń