niedziela, 8 kwietnia 2018

Rozdział XL "Między nami..."


Dla tych, którzy są, wierzą we mnie i cierpliwie czekają. Dziękuję.
Dziś bez zbędnych słów zapraszam na kolejny rozdział.
Ściskam,
V.




Rozdział XL „Między nami…”


Drgnęła wyrwana z własnych myśli i z nieprzeniknioną miną spojrzała na Dracona, który zaniepokojony jej milczeniem, stał teraz naprzeciwko i mierzył ją badawczym wzrokiem.

- Powiesz mi, co się dzieje? – Zapytał, zaglądając jej prosto w oczy, by złapać jej nieobecne spojrzenie.

- Nic – odparła, wzruszając ramionami. – Jestem tylko troszkę zmęczona po podróży – dodała, widząc że jest gotów drążyć ten temat. – Nie dokładaj sobie wyimaginowanych zmartwień, podczas gdy trzeba stawić czoła tym rzeczywistym – powiedziała łagodnym, aczkolwiek stanowczym tonem, ucinając temat jej samopoczucia. – Pośpiesz się, bo nie wypada, żeby w Mungu na nas czekali – powiedziała, zsuwając się z krzesła i zgrabnie wyminęła blondyna, żeby wstawić kubek po kawie do zmywarki.

- Jeśli źle się czujesz, zostań w domu i odpocznij – zaproponował wciąż uważnie śledząc każdy jej ruch.

- Nie ma takiej potrzeby – odparła cierpliwie znosząc wybuch jego nadwrażliwości.

- Herm…

- Chce być przy tobie – przerwała mu, odwracając się w jego stronę i patrząc prosto w oczy. – Obiecałam ci, że wrócę i będę przy tobie, gdy uzdrowiciele będą podawać Narcyzie lekarstwo – zaczęła, podchodząc do mężczyzny i uśmiechając delikatnie. – W stosownym momencie się usunę, ale do tego czasu będę obok – powiedziała nieznoszącym sprzeciwu tonem.

Draco przez chwilę przyglądał się jej w milczeniu, a potem bez słowa ją przytulił. Hermiona odwzajemniła jego uścisk i oparła brodę na jego barku. Tak bardzo nie chciała go zawieść. Pragnęła być dla niego takim samym oparciem i siłą, jaką on był dla niej w czasie niewoli u Evy. Do tej pory to on robił wszystko, by jej pomóc. Był gotów zginąć, żeby ją uratować. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że mogłaby go stracić. Na samą myśl o tym, czuła przeraźliwe zimno, wypełniające ją od środka. Przytuliła go mocniej, zaciskając powieki, by nie uronić ani jednej irracjonalnej łzy, cisnącej się jej do oczu. Teraz to Draco był najważniejszy. Nie chciała zadręczać go swoimi problemami i rozbiciem emocjonalnym, w jakim wróciła z Bułgarii. Musiała być silna dla niego. Miała nadzieję, że eliksir, nad którym pracowała podziała i mężczyzna odzyska mamę.

- Hej…co się dzieje? – Zapytał, również mocniej ją obejmując i czując niezdefiniowany niepokój. – Porozmawiaj ze mną. Nie chcę, żeby między nami były jakieś tajemnice lub niedopowiedzenia. Wiem, że w Bułgarii coś się wydarzyło. Nie będę jednak naciskał. Poczekam, aż sama będziesz gotowa mi wszystko opowiedzieć – powiedział łagodnym tonem, tuląc kobietę i gładząc uspokajająco jej plecy. – Tylko nie odsuwaj mnie, proszę – dodał szeptem, odchylając ją delikatnie, tak by móc spojrzeć jej prosto w oczy, czym całkowicie zbił ją z tropu. – Co mam zrobić? – Zapytał z powagą i ujął jej podbródek, by nie spuściła głowy.

- Na początek, mógłbyś się ubrać, bo jesteśmy w mocnym niedoczasie – odparła wymijająco, gdy pozbierała się na tyle, by odzyskać głos i dała mu pstryczka w nos. – No chyba, że chcesz przywitać się z mamą wyłącznie w spodniach od piżamy – zauważyła z mieszaniną pobłażania i rozbawienia.

- Zapewniam cię, że moja mama widziała mnie w gorszych wydaniach. Przyznaj lepiej, że to ty nie chcesz, żeby inne kobiety widziały mnie w pełnej krasie.

- Serio? – Zapytała z powątpiewaniem.

- Serio, serio – odparł, poruszając sugestywnie brwiami i prężąc się dumnie.

- Co ja w tobie widzę? – Zapytała samą siebie, wzdychając i kręcąc z niedowierzaniem głową.

- Za cholerę nie wiem, ale zrobię wszystko, żeby to się nie zmieniło – odparł już poważniejszym tonem i uśmiechnął się w ten specyficzny sposób zarezerwowany tylko dla niej.

- Nie myśl, że rozmiękczysz mnie jednym uśmiechem – ostrzegła go, sama walcząc z uśmiechem, a on chwycił jej rękę i przyciągnął do siebie.

- Jak dobrze, że mam więcej takich argumentów – odparł pewnie, obejmując ją jedną ręką, a drugą kładąc na jej policzku.

- Czasami mam wrażenie, że swoją pewnością siebie mógłbyś obdzielić cały kontynent – zauważyła, patrząc na niego z mieszaniną czułości i pobłażania.

- Taki mój urok, Granger – powiedział miękko, a ona jedynie wtuliła policzek w jego dłoń i uśmiechnęła się pod nosem.

- Z naturą nie wygrasz, hmm? – Sarknęła, a on uniósł lewą brew, patrząc na nią z rozbawieniem.

- Strasznie mi ciebie brakowało – powiedział cicho, nim ją pocałował.





***



Opuściła atelier Madame Malkin i uniosła twarz ku pierwszym wiosennym promieniom słońca. Przymknęła powieki i uśmiechnęła się delikatnie, chłonąc witaminę D i delektując się spokojem, jaki ją ogarnął pod wpływem przyjemnego ciepła. Nie znosiła zimy i tego pochmurnego klimatu, jaki się z nią wiązał. Zdecydowanie należała do ciepłolubów i z wytęsknieniem wyczekiwała lata. Odruchowo położyła dłoń na zaokrąglonym brzuchu, gdy dotarło do niej, że to lato będzie inne od poprzednich. Na samą myśl o dziecku uśmiechnęła się szerzej. Zerknęła na zegarek i wiedząc, że wkrótce Harry skończy pracę, postanowiła wrócić do domu i przygotować mu jego ulubioną pieczeń.

- Pansy?

Brunetka, rozpoznając głos, spięła się i niespiesznie odwróciła w kierunku kobiety. Zmierzyła Ginny nieprzeniknionym wzrokiem, bijąc się z myślami. Z jednej strony cieszyła się, że widzi przyjaciółkę. Od dawna chciała z nią porozmawiać i wyjaśnić wszystkie nieporozumienia. Z drugiej strony czuła irracjonalny strach przed tą rozmową. Wiedziała, że zachowywała się niedorzecznie, jednak nie potrafiła poradzić sobie z zazdrością i niepewnością, ilekroć widziała cieplejszy gest Harry’ego w kierunku rudowłosej. Nie radziła sobie z uczuciami, ale to nie była wina Ginny. To nie ona była przyczyną tych wszystkich chorych akcji, jakie zaszły między ich trójką. Mimo że Harry na każdym kroku pokazywał jej, jak bardzo ją kocha, to Pansy wciąż nie potrafiła uwierzyć, że zasługuje na niego. Odkąd poznała prawdę, zadręczała się pytaniem, czy gdyby wówczas Harry wiedział, że Ginny mu wybaczyła i chce dać im jeszcze jedną szansę, wybrałby Weasley czy ją? W tym momencie doskonale rozumiała wątpliwości Blaisea, który przez długi czas czuł się podobnie jak ona teraz. Wiedziała, że nie może tak dłużej funkcjonować i zadręczać siebie i Harry’ego. Miała świadomość, że jest przewrażliwiona na punkcie rudowłosej i starała się to jakoś opanować. Wiedziała, że rozmowa z przyjaciółką może być kluczowa w poukładaniu sobie wszystkich myśli, którymi się zadręczała.

 Ginewra uśmiechnęła się nerwowo i przez chwilę zatrzymała wzrok na dłoni brunetki wciąż spoczywającej na widocznym już brzuchu. Pansy domyślała się, co może czuć Weasley. W końcu była jej terapeutką. Dobrze wiedziała, jak bardzo Ginny pragnie dziecka i jak przeżywa  fakt, że nigdy nie urodzi własnego.

- Ciąża ci służy. Pięknie wyglądasz – powiedziała Weasley nienaturalnym głosem, nieudolnie maskując targające nią emocje.

- Dziękuję – odparła sucho, natychmiast karcąc się w duchu za swój ton. – Co u Molly? – Zapytała już cieplej, autentycznie zainteresowana zdrowiem i samopoczuciem kobiety, która przyjęła ją do rodziny, a która dla Harry’ego była jak matka.

- Dobrze, dziękuję. Tata namawia ją na wyjazd do Billa i Fleur. Ostatnio sporo się działo i powoli wszyscy wracamy do normalności.

- Cieszę się. Pozdrów ich od nas – powiedziała z łagodnym uśmiechem. – A co u Ciebie? – Zapytała niepewnie po chwili wahania.

- Pytasz z czystej kurtuazji, czy autentycznie cię to interesuje? – Zapytała z nutą goryczy w głosie, czym zaskoczyła brunetkę. – Zresztą nieważne – odparła, nim Pansy zdążyła odpowiedzieć. – Nie zatrzymuje cię. Trzymaj się, Pan – powiedziała z delikatnym, aczkolwiek smutnym  uśmiechem i odwróciła się na pięcie.

Pansy ściągnęła brwi i przez chwilę biła się z myślami. Nie takiego obrotu sytuacji się spodziewała. Z drugiej strony Ginny miała prawo czuć żal. Pansy wiedziała, że jeśli chce naprawić ich relację, musi bardziej się wysilić.

- Masz ochotę na kawę? – Wypaliła, zaskakując zarówno Ginny, jak i samą siebie.

Rudowłosa rzuciła jej uważne spojrzenie przez ramię, jakby oceniając jej intencje, a następnie wzruszyła ramionami i z niepewnym uśmiechem skinęła głową.

Pansy odwzajemniła uśmiech i odetchnęła z ulgą. Nie spodziewała się, że aż tak będzie jej zależeć na spotkaniu z rudowłosą. Co prawda, dzięki Hermionie, od dłuższego czasu przyjaźniły się z Weasley i brunetka sama przed sobą musiała przyznać, że naprawdę polubiła Ginny. Ostatnie wydarzenia popsuły ich relacje. Pansy wiedziała, że musi w końcu stawić czoła swoim lękom. Draco i Blaise na pewno by jej nie zrozumieli, Harry’ego z wiadomego powodu nie chciała w to angażować, a Hermionie, która ostatnio tak wiele przeszła, nie chciała zawracać głowy. Wobec tego miała tylko dwa wyjścia. Mogła dalej żyć w obawie, że Harry’ego i Ginny ciągle coś łączy lub raz na zawsze pozbyć się lęku przed tym, że kobieta chce jej go odebrać.

Drogę do kawiarni pokonały w milczeniu, każda pogrążona we własnych myślach. Po tym, jak Ginny zamówiła kawę, a Pansy czekoladę z podwójną bitą śmietaną, wymieniły kilka uwag na temat zachcianek ciążowych, po czym, zdając sobie sprawę z wagi tego spotkania, w milczeniu czekały na swoje zamówienie od czasu do czasu rzucając w swoim kierunku niepewne spojrzenia.

- Czuję się, jak przed egzaminem – wyznała w końcu Ginny, przerywając napiętą ciszę i kręcąc głową z niedowierzaniem, czym nieco rozładowała napięcie.

- Z tym, że nigdy nie zależało ci tak na ocenie? – Zawtórowała jej niepewnie Pansy, a ta najpierw posłała jej nieprzeniknione spojrzenie, po czym skinęła głową.

- Co my wyrabiamy, Pansy? Po co to wszystko? O co tak naprawdę masz do mnie pretensje? – Zapytała w końcu Ginny, a Pansy już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, lecz w tym samym czasie pojawiła się przed nimi kelnerka z ich zamówieniem.

- A jak ty byś się czuła na moim miejscu? Potrafisz sobie wyobrazić, co czuje, ilekroć Harry znika, a potem okazuje się, że jako powiernika swoich trosk i sekretów wybrał ciebie? Że woli rozmawiać ze swoją byłą narzeczoną niż zostać ze mną?

- Nie muszę sobie tego wyobrażać. Doskonale wiem, jak to jest – powiedziała krótko, patrząc jej prosto w oczy.

- Wybacz – poprawiła się Pansy, zawstydzona swoim nietaktem.

- Pansy… Czy to ci się podoba czy nie, Harry i ja mamy wspólną przeszłość. Nie wymażesz jej i nie zmienisz. Możesz dalej zadręczać nią siebie, mnie, Harry’ego i kogokolwiek innego lub ją zaakceptować i skoncentrować się na teraźniejszości. Osobiście radzę ci skupić się na tym, co tu i teraz. Jeśli będziesz rozdrapywać przeszłość, stracisz go. I to bez mojej pomocy… - powiedziała z powagą Ginny, czym zaskoczyła brunetkę.

- Grozisz mi? – Zapytała, niepewna jak interpretować słowa kobiety.

- Nie. Daje ci po prostu przyjacielską radę – odparła bez cienia zawahania, czym wprowadziła Pansy w konsternację. - Kogo jak kogo, ale mi akurat możesz zaufać. Sama przez to przeszłam, bo bardziej koncentrowałam się na tym, co straciłam, niż na tym co mam – wyjaśniła, widząc złość malującą się na twarzy kobiety. – Nie powtarzaj mojego błędu, Pan – dodała łagodnie z bladym uśmiechem.

Pansy poczuła się zbita z tropu. Nie tego się spodziewała po rudowłosej. Spuściła głowę na szklankę ze swoją czekoladą i rozgrzebała łyżką bitą śmietanę, starając się zebrać myśli.

- Muszę wiedzieć… - zaczęła, nabrzmiałym od emocji głosem. – Kochasz go? – Zapytała, wstrzymując oddech i  dopiero po dłuższej chwili zbierając na odwagę, by spojrzeć kobiecie w twarz.

- Tak. Kocham. I to się nigdy nie zmieni – wyznała z delikatnym uśmiechem, a Pansy poczuła, jak ciężki głaz przygniata jej płuca, gdy jej obawy się potwierdziły.

- On też cię kocha – wydusiła, spuszczając głowę i zaciskając dłoń na łyżeczce.

- Wiem – odparła ze spokojem Ginny, wyduszając z jej płuc resztki powietrza. – Harry’ego bardzo łatwo pokochać – dodała, a Pansy jedynie skinęła głową, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu.

- Nie wiedziałam, że wtedy na niego czekałaś – wyznała wciąż nie podnosząc wzroku na swoją rozmówczynię. – Gdybym… Gdybym wiedziała, że wciąż go kochasz i chcesz dać wam drugą szansę… Nie chciałam wchodzić między was – wydusiła z siebie nieskładnie.

- Wiem – odparła ze smutkiem rudowłosa, gdy dotarło do niej, że Pansy poznała prawdę.

- Teraz też tego nie chcę… Tylko…

- Pansy – zaczęła łagodnie Ginny i poczekała aż kobieta na nią spojrzy. – Ja i Harry to przeszłość. Wiem to ja i on. Pora żebyś i ty w końcu to zrozumiała. Bo to ty i dziecko jesteście teraźniejszością i przyszłością Harry’ego. WY, nie ja – powiedziała ze spokojem, patrząc prosto w zaszklone oczy kobiety i uśmiechnęła się ciepło.

- To znaczy, że nie chcesz mi go odebrać? – Upewniła się, zduszonym głosem, a Ginny uśmiechnęła się szerzej i pokręciła przecząco głową.

- To o to tyle dramatu? – Zapytała z pobłażaniem, widząc zagubioną minę brunetki.

- Jestem straszna idiotką – wyrzuciła z siebie Parkinson i ukrywszy twarz w dłoniach rozpłakała się.

- To prawda. Jesteś strasznym głuptasem – przytaknęła Ginny, kręcąc głową z niedowierzaniem, a nie doczekawszy się odpowiedzi, ujęła nadgarstek kobiety i delikatnie odsunęła jedną rękę od jej twarzy. – Następnym razem najpierw zapytaj, zanim zaczniesz snuć jakieś intrygi – poprosiła, patrząc na nią bez cienia wyrzutu.

- Ale…

- Musisz zaakceptować naszą przeszłość i wynikającą z niej przyjaźń – powiedziała, widząc wahanie w oczach brunetki. – I uwierz w końcu w to, że Harry kocha ciebie. To najuczciwszy człowiek, jakiego znam. Nie jest zdolny do zdrady – dodała z ciepłym uśmiechem, a Pansy z zawstydzeniem skinęła głową i spuściła głowę.

- Przepraszam – powiedziała cicho, a Ginny otworzyła szerzej oczy.

Tylko raz Pansy ją przeprosiła. Był to okres po wojnie, gdy los ponownie skrzyżował ich drogi. Nigdy nie nadużywała tego słowa i rzadko przyznawała się do winy. Widząc jednak opłakany stan kobiety, szybko się pozbierała i uśmiechnęła prowokująco.

- Słusznie – odparła pewnie, opierając się wygodnie o oparcie fotela. – Nie myśl jednak, że tak łatwo dam ci się przeprosić – powiedziała z błyskiem w oku i miną, która rozbawiła Pansy.

Widząc jak przyjaciółka się rozluźnia i śmieje, Ginny spojrzała na nią łagodnie i uśmiechnęła ciepło. Czuła ulgę na myśl, że wszystko sobie wyjaśniły. Wbrew wszystkiemu, brakowało jej ich droczenia i żartów. Od dłuższego czasu Pansy należała do trio, które stworzyły z Hermioną. Mogły sobie dogryzać, ale wiedziały, że zawsze mogą na siebie liczyć.

- Tego akurat jestem pewna – odparła ze śmiechem Parkinson. – Ale nim przejdziemy do kary, powiesz mi co u ciebie? Naprawdę odeszłaś z Proroka?

- Po tej całej przygodzie z Ritą uznałam, że tak będzie najlepiej – powiedziała, wzruszając ramionami i upijając łyk kawy.

- I co teraz? – Zapytała Pansy, a Ginny ponownie wzruszyła ramionami.

- Nie wiem. Póki co jestem niezależnym dziennikarzem, który publikuje wszędzie tam, gdzie chcą jego artykuł. Mam nadzieję, że znajdę coś do czasu aż moje oszczędności się skończą. Poza tym…

- Tak? – Ponagliła przyjaciółkę, widząc zawahanie.

- To nic takiego… - Zbyła to machnięciem ręki, lecz Pansy nie dała za wygraną. Zdążyła poznać już rudowłosą na tyle, by wiedzieć że coś jest na rzeczy.

- Ginny…

- No ok. Mam pewien pomysł – westchnęła i rzuciwszy jej ostatnie niepewne spojrzenie dodała - A właściwie projekt. Chce stworzyć magazyn sportowy poświęcony przede wszystkim sportowcom i różnym dziedzinom sportu. W przyszłym tygodniu mam spotkanie ze sponsorem, który w dużej mierze finansuje też ”Proroka Codziennego” i  „Czarownice” –

- I dokąd zamierzałaś trzymać to w tajemnicy? Ginny to cudowny pomysł! Wiele razy powtarzałam ci, że powinnaś pomyśleć nad własną działalnością. Masz instynkt przedsiębiorcy w genach – roześmiała się Pansy, szczerze ciesząc z tego że przyjaciółka stara się stanąć na nogi, a nie użala się nad sobą.

- To tylko pomysł… - odparła z zażenowaniem, a Pansy uderzył brak pewności siebie kobiety.

- Niesamowity! Trzymam kciuki za jego powodzenie! – Powiedziała, chcąc ją wesprzeć.

- Dziękuję – odparła z delikatnym uśmiechem.

- A mogę spytać, jak układa ci się z Blaisem? – Zapytała niepewnie, mając nadzieję, że Ginny nie odbierze tego jako śledztwo, do czego z wiadomych powodów miała prawo.

- A to ta klepa nie zdaje ci regularnych raportów? – Zażartowała Ginny, a Pansy z niewinną miną wzruszyła ramionami.

- Zawsze lepiej znać dwie strony medalu – odparła dyplomatycznie.

- W porządku – odparła, ponownie wzruszając ramionami.

- O rany…jaki optymizm… - Sarknęła brunetka, wywracając oczami z pobłażaniem.

- Jest naprawdę w porządku. Ostatnio jesteśmy trochę zabiegani i mijamy się, ale to tylko chwilowe...Blaise uważa, że powinniśmy zamieszkać razem i wtedy łatwiej byłoby nam się zorganizować, żeby mieć dla siebie czas… Ale nie jestem pewna, czy jestem na to gotowa…

- Trudno nie przyznać mu racji – zauważyła ostrożnie Pansy, a Ginny skinęła smętnie głową. – Posłuchaj mnie, Gin. Jeśli nie czujesz się jeszcze pewnie, nie rób nic na siłę. Jestem pewna, że Blaise to zrozumie. Czekał na ciebie tyle czasu więc, jeśli jeszcze trochę poczeka, nic mu się nie stanie – dodała z ciepłym uśmiechem.

- Mam nadzieję, że jest tak, jak mówisz – powiedziała, unikając wzroku przyjaciółki.

- Doszły mnie słuchy, że Cho wróciła do pracy, to prawda? – Zmieniła temat, zaniepokojona tonem ale i enigmatyczną odpowiedzią przyjaciółki i mając nadzieję odkryć przyczynę jej zachowania.

- Wobec braku oczywistych dowodów, sąd oczyścił ją z wszelkich oskarżeń – potwierdziła rudowłosa, rozluźniając się nieco, i przeniosła wzrok na widok za oknem.

- A to flądra… Musisz na nią uważać. Pewnie będzie chciała zrewanżować się za oskarżenia – zauważyła przytomnie, uważnie obserwując twarz młodszej kobiety.

- Jeśli mam być szczera, to nie chce mieć z nią w ogóle do czynienia – odparła z nieprzeniknioną miną i dopiero po chwili spojrzała ponownie na brunetkę. - Nie sadzę, żeby była tak głupia, żeby się mścić w jakiś sposób. Mam tylko nadzieję, że nie będzie chciała zaszkodzić Blaise’owi.

- Blaise potrafi o siebie zadbać – zapewniła Pansy z pocieszającym uśmiechem.

- Wiem, ale i tak mnie to nie uspokoi. Blaise ma zadziwiającą łatwość wystawiania się na tarczy. Jest gwałtowny w swoich reakcjach i szybciej robi niż myśli. A przy tym jest uparty jak osioł – westchnęła z frustracji.

- Taki jego urok – odparła Pansy z szerokim uśmiechem. - Ale mam wrażenie, że coś między wami jest nie tak? – Drążyła, starając się jednak zachowywać taktownie.

- Wydaje ci się – ucięła Ginny bez mrugnięcia okiem.

- Ginny… - Pansy spojrzała na nią znacząco, pokazując że nie wierzy w jej słowa, a ta westchnęła ponownie, kapitulując.

- Znalazłam w jego biurku pierścionek – wyznała z nietęgą miną, zagryzając dolną wargę.

- Żartujesz?! – Wypaliła Pansy, gdy doszła do siebie, a rudowłosa pokręciła głową. – Myślisz, że chce ci się oświadczyć? – Upewniła się, a Ginny spojrzała na nią z napięciem. – Nie wyglądasz, jakbyś tego chciała – zauważyła niepewnie, starając się wybadać grunt.

- Jak ty to sobie wyobrażasz? – Wyrzuciła z siebie rudowłosa, zrzucając maskę pt.             „ wszystko jest ok”.

- Nie rozumiem? – Powiedziała zagubiona brunetka, nie nadążając za tokiem myślenia przyjaciółki.

- Blaise to fantastyczny facet. Ale ja… - zaczęła i urwała, jakby nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów.

- Ty jesteś równie fantastyczną kobietą… o co chodzi, Ginny?

- Coraz częściej mam wrażenie, że nie jestem kobietą dla niego – wyjaśniła, a widząc niezrozumienie na twarzy przyjaciółki, dodała - Jestem wybrakowana… - wyjaśniła z ponurą miną.

- Słucham? – Zapytała, przez chwilę łudząc się, że się przesłyszała.

- On zasługuje na coś więcej. Wiem, że marzy o kochającej rodzinie, a ja nie mogę mu tego dać… Do tej pory nie myślałam o tym. Ale im bliżej jesteśmy, tym bardziej widzę, jak bardzo mu na tym zależy. Choć on twierdzi, że do szczęścia nie potrzebuje dziecka, że wystarczę mu ja…Ale na jak długo, Pansy? – Wyrzuciła z siebie rudowłosa, patrząc na przyjaciółkę zaszklonym wzrokiem.

- Ginny… - Zaczęła, wstrząśnięta wyznaniem kobiety, lecz ta nie pozwoliła jej skończyć.

- Nie musisz mnie pocieszać. Przepraszam, że tak z tym wyskoczyłam. Nie powinnam zamartwiać się na zapas – powiedziała, starając się robić dobrą minę do złej gry, lecz było już za późno. Nie mogła cofnąć wypowiedzianych słów i Pansy dopiero teraz pojęła, jak ciężko musiało jej być ostatnimi czasy. Zrobiło jej się wstyd, że zamiast wspierać bliskich w trudnych momentach, stroiła fochy i wymyślała sobie problemy.

- Ginny, posłuchaj mnie – zaczęła łagodnym tonem. - Blaise wbrew pozorom nie jest takim lekkoduchem. On dokładnie wie, czego chce. Od wielu lat byłaś na szczycie jego marzeń. Wiem, bo niestety musiałam tego wysłuchiwać – zaczęła z powagą, ostatniemu zdaniu nadając żartobliwą nutę, na co rudowłosa uśmiechnęła się delikatnie. - Nawet nie wiesz, ile razy przeklinał Harry’ego, gdy jeszcze byliście razem. Wówczas nie odważył się wykonać żadnego ruchu, bo wiedział, że nie miałby szans z Wybrańcem. Wiem jednak, że cię kocha i  jeśli zdecydował, że chce spędzić z tobą resztę swojego życia, to nic go od tego nie powstrzyma – powiedziała Pansy. – Hej… Nie zamartwiaj się bez potrzeby. No chyba, że go nie kochasz i masz wątpliwości?

- Może masz rację… Jak zwykle niepotrzebnie wszystko analizuję i wyolbrzymiam  - Odparła z zamyśleniem, a Pansy nie umknęło, że nie udzieliła odpowiedzi na jej pytanie. Postanowiła jednak nie naciskać na przyjaciółkę. Wiedziała, że odpowiedź na to pytanie Ginny będzie musiała odnaleźć sama. - Miałaś kontakt z Hermioną? – Zapytała, ewidentnie chcąc zmienić temat rozmowy.

- Nie. Ale Harry mówił, że dzisiaj podają lek Narcyzie.

- Martwię się o nią – westchnęła z napięciem w głosie. - W czasie jej pobytu w Bułgarii dostawałam tylko strzępy informacji.

- Ja również. Musimy jednak dać jej czas. Postaw się w jej sytuacji. Została porwana i zmuszona do skonstruowania potężnej broni. Grożono jej bliskim, o mało nie straciła życia, jej narzeczony okazał się kłamcą, a potem dowiedziała się, że umiera. To zdecydowanie zbyt dużo jak dla jednej osoby – odparła Pansy.

- Hermiona jest silna – powiedziała Ginny, jakby chciała przekonać zarówno siebie, jak i ją, że ich przyjaciółka poradzi sobie i tym razem.

- Ale każdy człowiek ma granice. Nawet tak silny, jak Hermiona – zaoponowała brunetka, a Ginny skinęła głową, przyznając jej rację.

- Dlatego właśnie się martwię. Jak ją znam będzie udawała cyborga – powiedziała z namacalną w głosie frustracją. - Myślisz, że możemy ją odwiedzić? – Zapytała niepewnie.

- Wybierzmy się do niej wieczorem. Podejrzewam, że Draco będzie chciał spędzić jak najwięcej czasu z Narcyzą. My w tym czasie dotrzymamy towarzystwa Hermionie – Zaproponowała Pansy, a Ginny uśmiechnęła się i zgodziła na jej pomysł skinieniem głowy.



***



- Draco, zaczekaj – powiedziała Hermiona, wzmacniając uścisk na jego dłoni.

Mężczyzna posłał jej pytające spojrzenie, a widząc minę kobiety zatrzymał się i poprowadził w ustronne miejsce niedaleko sali, gdzie leżała jego matka.

- O co chodzi? – Zapytał, zaglądając jej w oczy i starając złapać rozbiegany wzrok. – Hej, co się dzieje? – Zapytał, ujmując ją za ramiona i czekając aż spojrzy na niego.

- A co jeśli eliksir nie zadziała tak jak powinien? – Wyrzuciła z siebie, nie patrząc na blondyna. – Co jeśli po tym serum twoja mama poczuje się gorzej? Co jeśli popełniłam błąd i przeze mnie…

- Hej, spójrz na mnie – powiedział stanowczym tonem i poczekał aż kobieta spełni jego prośbę. – Posłuchaj mnie uważnie – zaczął, gdy szatynka w końcu na niego spojrzała. – To nic między nami nie zmieni. Nie zmieni to moich uczuć do ciebie – powiedział z całą pewnością siebie, na jaką go było stać. – Dałaś mi nadzieję na odzyskanie matki podczas, gdy najzdolniejsi magomedycy nie potrafili jej pomóc. Jak mógłbym mieć do ciebie pretensje? – Zapytał łagodnym tonem, patrząc na nią z czułością.

Hermiona patrzyła na niego niepewnie, jakby nie dowierzając słowom mężczyzny. Musiała minąć dłuższa chwila, żeby przetrawiła wszystko, co usłyszała. Dopiero wtedy zmusiła się do nieśmiałego uśmiechu, który widywał za każdym razem, gdy szatynka była zestresowana lub niepewna.

- To tak bardzo cię martwiło? – Zapytał z mieszaniną niedowierzania, czułości i pobłażania. – Jak na najmądrzejszą czarownicę w tym stuleciu, jesteś strasznym głuptasem – odparł z rozbawieniem. – Czy do tej pory nie zauważyłaś, jak bardzo mi na tobie zależy? I cholernie boję się, że pomimo moich starań jak zwykle coś spieprzę. Nie cofnę tego, co zrobiłem. Ale z twojego powodu chcę być lepszy – wyznał z rozbrajającą szczerością, która za każdym razem ją zaskakiwała. - Kocham cię – powiedział z taką stanowczością, jakby nie chciał pozostawiać żadnych wątpliwości w tym temacie.

Hermiona uśmiechnęła się przez łzy i mocno go przytuliła. Nie miała pojęcia, dlaczego zachowuje się, jak Jęcząca Marta, którą tak łatwo było doprowadzić do płaczu. Zacisnęła mocno powieki, starając wziąć się w garść. Nie wiedziała, co się z nią dzieje i skąd wziął się ten irracjonalny lęk, który paraliżował jej zdrowy rozsądek. I choć wiedziała, że jej sny, w których traci Dracona, są tylko koszmarem, to nie potrafiła wyrzucić z głowy wizji jego ciała, leżącego w kałuży własnej krwi. Zupełnie jak głosu, który wołał ją ostatniej nocy. Głosu, który tak dobrze znała i który przyprawiał ją o gęsią skórkę. I choć powtarzała sobie, że Eva nie żyje, to trauma, jaką przeżyła będąc obok kapłanki, nie pozwalała jej wrócić do równowagi psychicznej.

- Cała drżysz… Wszystko w porządku? – Zapytał zaniepokojony Draco.

- Jest mi trochę zimno, ale to pewnie z niewyspania- uspokoiła go, starając wziąć się w garść i brzmieć naturalnie.

- Mam nadzieję, że nie rozchorujesz się – powiedział, odgarniając jej włosy za ucho i muskając kciukiem policzek. – Wyglądasz na osłabioną. Poproszę Blaisea, żeby zbadał cię po wszystkim – dodał, nieznoszącym sprzeciwu tonem.

- Jesteś przewrażliwiony – zauważyła, ujmując jego nadgarstek, a następnie splatając ze sobą ich palce.

- Troskliwy – sprostował. – Możesz to dopisać do listy moich zalet.

- Niedługo zabraknie tam miejsca – zauważyła z przekąsem.

- Nigdy nie mówiłem, że jest tylko jedna lista – dodał z łobuzerskim uśmiechem, a Hermiona przewróciła oczami. – Chodźmy – powiedział, ciągnąc ją delikatnie za rękę, a ona bez słowa ruszyła za nim.

W środku czekali już na nich Blaise, Amelia oraz uzdrowiciel z zespołu badawczego.

- Długo kazaliście na siebie czekać – rzuciła Amy, mierząc ich złączone dłonie chmurnym spojrzeniem. – Twoja matka nie jest jedyną pacjentką, potrzebującą opieki w tym szpitalu – zauważyła zimno.

- Nikt cię tu nie trzyma – odparł sucho Draco, mierząc blondynkę chłodnym spojrzeniem.

- Narcyza i dla mnie jest kimś więcej niż pacjentką. Chyba nie sądzisz, że teraz wyjdę? – Zapytała urażonym głosem.

- Przestańcie – powiedział Blaise, kończąc badanie Narcyzy i ucinając sprzeczkę pomiędzy przyjacielem a jego byłą narzeczoną.

Draco zerknął na swoją mamę. Wyglądała jak zwykle, odkąd trafiła do szpitala. Apatyczny wyraz twarzy, nieobecny wzrok i idealnie rozczesane długie, blond włosy, opadające na drobne ramiona i plecy kobiety. Na swój sposób przypominała zjawę i za każdym razem, gdy Draco ją odwiedzał, bał się, że tak jak zjawa, któregoś dnia rozpłynie się w powietrzu i zniknie na zawsze. Nie przyznał tego na głos, lecz bał się. Nie dopuszczał do siebie możliwości, że już nigdy nie porozmawia z matką. Żałował tych wszystkich straconych chwil i nieporozumień. Choć brzmiało to irracjonalnie, bał się mieć nadzieję, choć tylko ona sprawiała, że do tej pory się nie poddał. Posiadał tylko ją i obiecał sobie, że będzie walczył o swoją matkę, dopóki jest choć strzęp nadziei na odzyskanie przez nią zdrowia.

Ciepła dłoń Hermiony dodawała mu otuchy. Nie potrafiłby wyrazić słowami swojej wdzięczności dla szatynki za to, co zrobiła dla Narcyzy i dla niego. Na korytarzu mówił prawdę. Gdyby lekarstwo nie zadziałało, nie miałby do niej żalu. Wiedział, że zrobiła wszystko, co w jej mocy, by pomóc jego mamie. Hermiona pogładziła kciukiem jego dłoń. Przeniósł na nią wzrok i uśmiechnął się blado, doceniając ten gest.

- Skoro jesteśmy już w komplecie, to zaczynajmy – powiedziała Amelia, której towarzystwo Hermiony ewidentnie utrudniało zachowanie opanowania.

- Niezupełnie – sprostował spokojnie Zabini, jednocześnie zerkając na zegarek.

- Jak to? Czekamy jeszcze na kogoś? – Zdziwiła się blondynka, czując coraz większe poddenerwowanie.

- Taa….Już nie – odparł Blaise, poprawiając się, gdy w drzwiach stanął Harry.

- Przepraszam za spóźnienie – powiedział i zamknął za sobą drzwi.

- Naprawdę? Do leczenia każdego pacjenta będziemy teraz wzywać szefa aurorów? – Zapytała poirytowana uzdrowicielka, czując lekki niepokój na widok Pottera, który według jej planu miał być w innym miejscu.

- Proszę złożyć pisemne zażalenie do dyrekcji szpitala – rzucił chłodno Harry, nie zaszczycając kobiety ani jednym spojrzeniem i podszedł do Zabiniego, wręczając mu małą walizkę, która służyła do przechowywania leków i eliksirów, tak by nie zmieniły one pod wpływem różnorodnych warunków atmosferycznych swoich właściwości.

- Co to ma znaczyć? – Zapytała ze skonsternowaniem, obserwując jak Blaise wyjmuje z walizki jedną z siedmiu fiolek z eliksirem.

- Względy bezpieczeństwa – uciął Zabini i umieścił płyn w strzykawce.

Harry ruszył w stronę drzwi, rzucając wytrąconej z równowagi uzdrowicielce oceniające spojrzenie. Wyglądała na autentycznie poruszoną i niezadowoloną zarówno z jego obecności, jak i faktu, że lek, który miano podać Narcyzie był w jego rękach, a ten który trzymano w szpitalu był wersją testową.

- To niezgodne z regulaminem – wydusiła, zdając sobie sprawę z tego, co się stanie, gdy podadzą Narcyzie lekarstwo. – Nie masz prawa, by tak narażać pacjentów…

- Jeśli nie podobają ci się moje metody zarządzania tą placówką, zawsze możesz się przenieść – oznajmił opanowanym tonem Blaise, a Hermiona uśmiechnęła się pod nosem.

- Draco…Chyba nie pozwolisz, żeby tak ryzykowali. Ten eliksir nie był sprawdzony – tym razem Amelia spróbowała odwołać się do zdrowego rozsądku blondyna.

- W pełni ufam Hermionie – uciął stanowczo, nawet nie patrząc na byłą narzeczoną.

- Myślałam, że jesteś mądrzejszy. Lucjusz…

- Nie jestem swoim ojcem, Amy – odparł zimnym tonem, wchodząc jej w zdanie.

- Otóż to… Nie jesteś nim… Wielka szkoda… - dodała z goryczą i wytrącona z równowagi opuściła salę.

Oparła się o zimną ścianę i odetchnęła. Jej plan spalił na panewce. Nie przewidziała, że przekażą lek Potterowi, choć powinna wziąć każdą ewentualność. Eva nie popełniłaby takiego szkolnego błędu. Powinna wykończyć Narcyzę od razu. Chciała pozbyć się i jej, i Granger za jednym zamachem, a jedyne co zyskała, to wzmocnienie rywalki i powrót do gry starego i bardzo niebezpiecznego wroga, jakim była Narcyza. Powinna posłuchać Evy i dopilnować, by Potter znalazł się w grocie. Jej z pozoru idealny plan zaczął ukazywać luki. Zacisnęła pięść i uderzyła nią w ścianę. Nie mogła teraz zrobić nic, bo zdemaskowałaby się. Wiedziała, że musi szybko coś postanowić. I widziała tylko jedno rozsądne rozwiązanie. Postanowiła trzymać się planu. Zamierzała usunąć ze swojej drogi wszystkich wrogów jednym ruchem. Teraz widziała, że było to niemądre. Powinna wykończyć ich po kolei. Nie wszystko jednak było stracone. Być może nie pozbyła się Narcyzy, Granger i Pottera, ale wciąż ma szansę na wyeliminowanie najsilniejszego ze swoich przeciwników. Z tą myślą poprawiła szatę i ruszyła w kierunku windy.



***



- Spóźniłaś się – zauważył sucho Wood, gdy odziana w czarną szatę Amelia wyszła z lasu.

- Ciesz się, że w ogóle dotarłam – warknęła, wymijając go i nie zaszczycając choćby przelotnym spojrzeniem.

Oliwera zaskoczył jej nastrój. Ewidentnie coś jej nie wyszło. A jako, że była sama i to w dodatku w parszywym nastroju, mogło to świadczyć tylko o jednym.

- A gdzie zgubiłaś Pottera? – Zapytał, starając się nie okazać zdenerwowania.

- Nie twój interes – odparła nieprzyjemnym tonem.

- Niezupełnie. Jak mówiłaś jest on jedną z trzech kotwic, od których zależy powrót Evy. Jak zamierzasz przeprowadzić rytuał bez jednej z nich?

Amelia zignorowała jego pytanie. Zamiast tego odsunęła głaz, który maskował duży tunel, prowadzący w dół.

- Bierz Karmę i ruszaj – powiedziała, lecz on nawet nie drgnął. – Co trudnego jest w tym poleceniu? – Zniecierpliwiła się, skupiając w końcu swoją uwagę na mężczyźnie.

- Nie zapominaj, że nie jestem twoim sługą, a partnerem. Gdy o coś pytam, wymagam odpowiedzi – powiedział stanowczym tonem.

- Nie mamy czasu, ale skoro chcesz go tracić na zbędne rozmowy, to proszę bardzo. Tak nie wszystko poszło zgodnie z planem, tak nie zabiłam Narcyzy i tak, nie przyprowadziłam Pottera. To jednak niczego nie zmienia w naszym planie. Dzisiaj uwolnimy Evę…

- Jak chcesz tego dokonać bez trzeciej kotwicy?

- Zobaczysz – odparła pewnie i z taką stanowczością, że nie miał powodu jej nie wierzyć.

W odpowiedzi skinął głową, uniósł nieprzytomną Karmę i przerzucił ją sobie na plecy, a następnie ostrożnie zaczął schodzić po kamiennych schodach. Amelia oświetlała im drogę za pomocy magii i tak rozpoczęli długi spacer w dół tunelu, który miał ich zaprowadzić wprost do grobowców, skąd w osłonie nocy i księżycowego zaćmienia, mieli dostać się do groty, w której uwięziona była Eva.

- Przygotuj się na ciężką noc, generale… - powiedziała ponurym głosem.

- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo – odparł Wood, nie spuszczając wzroku z celu podróży.

- Nawet nie wiesz, ile jest w tym prawdy – powiedziała z mieszaniną goryczy i smutku.

- Amy… - zaczął niepewnie Oliwer, a ona podniosła zaskoczony wzrok na jego plecy, które miała przed sobą.

- Dawno tak do mnie nie mówiłeś… - zauważyła lekko zbita z tropu.

– Myślałem nad naszą rozmową – zaczął, ignorując jej uwagę. – Dzisiejszej nocy wiele od ciebie zależy. Właściwie to wszystko, bo ja mam być, jak to ujęłaś latarnią, wskazującą jej drogę… Między nami już nigdy nie będzie przyjaźni, ale chce żebyś wiedziała, że jeśli mi ją zwrócisz, nie będę się mścił.

- Co? – Wypaliła zaskoczona, przystając na chwilę.

- Nie będę ścigał Malfoya – uściślił, zmęczonym głosem.

- Dlaczego mówisz mi to właśnie teraz? – Zapytała zszokowana jego deklaracją.

- Bo dotarło do mnie, że w obliczu utraty Evy, cała reszta przestała się liczyć. To jej potrzebuje, a nie zemsty. Chce ją tylko odzyskać. I jeśli mi ją zwrócisz, będę miał wobec ciebie dług życia. Znasz mnie na tyle, by wiedzieć, że zawsze spłacam swoje długi…Życie Evy za życie Malfoya…Umowa stoi? – Zapytał, gdy długo nie doczekał się odpowiedzi.

- Życie za życie… - odparła niepewnie, podejmując dalszą wędrówkę w ślad za mężczyzną.

***
I jak wrażenia?
Rozdział wprowadzający i przygotowujący do nadchodzących wydarzeń. Zapewniam, że od następnego rozdziału możecie liczyć na wiele emocji i zaskakujących zwrotów akcji ;)